Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Bez zdjęć i obrazów, tylko słowa.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

L-4



   Nie wiem czy to podczas pogrzebu, na którym byłem w ubiegły piątek, gdy zmieniła się gwałtownie pogoda, czy z powodu awarii ogrzewania w pracy zachorowałem. I już. A właściwie to dla mnie nie takie znów nic i już. Nie przeziębiam się, nie mam gryp ani nie łapię wirusów. Słowem jestem odporny i zdrowy jak rydz. Aż tu nagle poprzedni tydzień takie załamanie. Od poniedziałku każda noc to gorączka i litry potu wylewane z siebie. Jakiś apap, syrop, pastylki do ssania lub płukanie gardła z rana prysznic i do pracy. No, bo jaki jest sens się rozczulać nad sobą i iść do lekarza. Przecież zawsze, w takich sytuacjach już na drugi dzień nie było właściwie śladów chwilowego niedomagania. Działało tak do tej pory, ale zawiodło, bo ani we wtorek, środę ani czwartek nic się nie zmieniło. W piątek pomyślałem w weekend poleżę i przewalczę choróbsko. Sobotni poranek podważył moje plany. Wszystkie dotychczasowe dolegliwości, które pojawiały się dzień po dniu wcześniejszych zmagań wystąpiły teraz wszystkie na raz. Prysznic, odśnieżanie i skrobanie samochodu(bardzo mnie wyczerpało) i za pół godziny po opłaceniu w kasie wizyty byłem już pod gabinetem. Krótkie badanie, pełne politowania spojrzenie(że taki stary i bezmyślny) lekarki z tytułem doktora nauk medycznych i pytanie czy chcę zwolnienie do piątku czy krócej? Prąd przeszedł przeze mnie, kiedy padło to pytanie. Kurcze, nie korzystałem ze zwolnienia chyba z piętnaście lat!! Szybka kalkulacja: skoro mój stan na to wskazuje to wezmę do piątku – może się porządnie wyleczę. Przecież zima tak na dobre się dopiero zaczyna – głupio by było żyć dalej z takim czymś niedoleczonym. Rachunek strat nie jest mały: pani doktor z tytułem podbija cenę wizyty, rachunek z apteki też trzycyfrowy no i pewnie jeszcze czkawką odbije się to w pracy przy podziale premii za styczeń.Zdrowie ważniejsze. Z resztą jak zachoruje się raz na piętnaście lat to można "zaszaleć".
   Kiedy CHORY opiekuje się innym CHORYM to jest to CHORE. Nieprawdaż? A tak właśnie mam. I nie ma mnie za bardzo, kto w tej opiece zastąpić. Bo żona nie powinna dźwigać, więc chronię ją przed tym. Kiedy sam, będąc w gorączce, dźwignąłem matkę to było to tak jakbym bił rekord świata w podnoszeniu ciężarów – zamroczyło mnie. Człowiek z temperaturą jest bardzo słaby. Ale co zrobić, takie życie. Mam nadzieję, że po chorobie znów się odbuduję i wszystko będzie OK.
   Jak mi się polepszy to posieję może jakąś rozsadę. Chyba nie za wcześnie?

ZDROWIA!!! Życzę ... również sobie....

wtorek, 12 stycznia 2016

Czy jest sens? Kiedy jeden z naszych już nie żyje.



   Czy jest sens pisać o tym, że trzy dni przed świętami ktoś wybił mi w samochodzie szybę i ukradł radio? Stracony dzień w pracy a policja gramotna jak dawniej. Kupa głupich pytań a i tak brak szans na jakiekolwiek pozytywne zakończenie. Ukradzione radio, warte dwieście złotych, ciągle jeszcze stanowi pokusę i daje „zarobek”. Niska szkodliwość czynu i zapewne umorzenie śledztwa a w ubezpieczeniu naprawa w ramach udziału własnego. A w kieszeni minus pięćset.

   Czy jest sens pisać o tym, że ilość dań wigilijnych znów w tym roku przekroczyła pojemność naszych żołądków. Znów na zapewnieniach i obietnicach powściągliwości się skończyło. Tradycja? Kto i po co właściwie wymyślił, że powinno być te dwanaście dań? Czy to tradycja plebejska czy może magnacka?

   Czy jest sens pisać o tym, że szwagierka trafiła przed Sylwestrem do szpitala z bardzo ostrym zapaleniem wyrostka i w bardzo krytycznym już stanie. Choć uskarżała się na dolegliwości z tym związane od lat!!!! Tak to nie pomyłka! Smutne w tym jest to, że leczona była na różne wyimaginowane choroby przez profesorów, którym nominacje uroczyście wręcza sam prezydent naszego kraju, który nie jest w stanie w żaden sposób zweryfikować ich umiejętności. Z resztą jakoś nie mamy szczęścia do prezydentów z kwalifikacjami a i nominowani jacyś przeciętni. Na szczęście operował ją doktor z prowincjonalnego szpitala, który po prosu wiedział - może tylko był pilnym studentem a może bardziej lubi swój zawód.

 Zapewne jest w tym jakiś sens.
Tylko, czy codzienność musi być aż tak irytująca i zła?! Czy nie mogłoby być tak zwyczajnie. Ciekawsza?

Z resztą co ja tu wygaduję!
   Jeden kolega z naszej mazurskiej paczki zmarł w zeszłym tygodniu a w piątek był pogrzeb. Czternaście miesięcy walki z rakiem i przegrana.
   Różnie bywało między nami. Różniliśmy się poglądami na wiele tematów. Czasem wkurzaliśmy się nawzajem ale stopień naszej zażyłości nas do tego upoważniał. Ale też wspieraliśmy się podczas kryzysów, które przytrafiają się przecież każdemu. I szanowaliśmy się. I zawsze, niezależnie czy jechało nas nad jeziora czterech czy jedenastu, mieliśmy o czym gadać a czas upływał nam zawsze miło.
   I nawet gdy składałem mu przez telefon ostatnie życzenia świąteczne a po drugiej stronie słyszałem słaby już głos,zawsze przecież energicznego faceta, nadal nie dopuszczałem do siebie tych najczarniejszych myśli. 

   Zawsze w takich chwilach zadajemy sobie pytanie  jaki jest sens przejmować się błahostkami kiedy życie tak łatwo może być brutalnie przerwane? A może ono właśnie składa się z błahostek?

sobota, 2 stycznia 2016

2015 jaki był



ŚWIATOWO: uchodźcy i terroryzm
KRAJOWO:  Polacy kupili inną kiełbasę wyborczą. Przez osiem lat nawet kawior się znudzi. Czy ta obecna będzie lepiej strawna – przekonamy się za cztery lata.

Tak to oceniam, ale mogę się mylić. 

I tak każdy z nas albo walczy codziennie o przetrwanie albo …. już teraz ociera się o raj.