Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach: o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Z niewielką ilością zdjęć i obrazów, raczej słowa. To co tu napiszę będzie pewnie jakąś wypadkową doznań mego dotychczasowego życia.

niedziela, 9 czerwca 2019

60, pierwsze zbiory, jezioro

   W maju przekroczyłem kolejną dychę życia i mogę się pochwalić szóstką z przodu(mam cichą nadzieję, że to dopiero połowa mego żywota). Może to, że mnie tak dawno tu nie było jest po trosze wynikiem podsumowania tego, co za mną i robienia sobie nadziei na to, co jeszcze może się uda. Odbyłem nawet rozmowę z szefem w sprawie podwyżki, motywując jej celowość tym, że właśnie wkraczam na ostatnią prostą mej zawodowej kariery, lecz odniosłem mniej niż połowiczny sukces w mych staraniach. Szef nawet z uwagą wysłuchał moich argumentów, ale po trzech dniach, po rozmowie ze swymi przełożonymi powiedział, że tylko tyle może. Trudno, muszę żyć dalej. Mam nadzieję, że za pięć lat, odejdę z uposażeniem, które nie będzie mnie zmuszało do korzystania z pomocy społecznej ani wyciągania ręki do dzieci. Na razie przygotowuję CV do konkurencyjnej firmy, chociaż nie przychodzi mi wcale łatwo, bo mam świadomość, że moje odejście i wykorzystanie posiadanej wiedzy może mocno nadszarpnąć pozycję dotychczasowego pracodawcy(czuję się z tym dość podle, w końcu 24 lata w tym jestem, ale kiedy realizować marzenia jak nie teraz, nie wiadomo ile czasu jeszcze zostało). Jakby to nie wyszło to mam jeszcze plan C. Ale mówić o tym jest jeszcze za wcześnie.
   Tyle tego przydługiego wstępu starszego pana, któremu znów coś w życiu wyszło nie tak jakby sobie życzył. W tak zwanym międzyczasie robię dalej zawodowo, co do mnie należy, choć z mniejszym już zapałem niż przed rozmową z szefem(olewam, co tylko się da).
   Każdą prawie sobotę spędzam na wsi próbując nadgonić czas. Posadzone i posiane wiosną warzywa lub ich sadzonki rosną teraz w oczach. Uwielbiam ten czas upałów i bardzo ciepłych nocy. Zmiany widać codziennie. Po tygodniu trudno poznać grządki tak szybko wszystko rośnie. Zielsko też. Ale to akurat już dawno zaakceptowałem, bo w mojej metodzie uprawy komposty wszelakie, w tym również z chwastów to podstawa. Z wczorajszego pobytu, oprócz zapoconych ubrań(burzowo było a wody wypiłem morze) przywiozłem świeżą dymkę(rośnie fenomenalnie) i koper, który próbował ją i marchew zagłuszać. Wypełnił całe wiadro:
Oczywiście kosiłem także trawę, sięgającą miejscami do pasa, zgrabiając ją na kupki by szybciej uległa rozkładowi. Zaobserwowałem, że jabłek i orzechów włoskich będzie w tym roku znacznie mniej niż w ubiegłym – rekordowym. Sadzonki winorośli jakoś rosną, ale za wcześnie ma razie na wnioski. Może jesienią doczekam się paru nowych krzewów. Na razie pielę chwasty i podlewam. Na balkonie w tym roku mam tylko 4 koktajlowe pomidory – mają już kwiaty.
   Tydzień temu(jak co roku w maju) spędziłem pięć dni nad jeziorem w towarzystwie starych kolegów. Było fajnie, czyli jak zwykle.
Złowiłem nawet, pierwszy raz w tym jeziorze, pięknego lina, o których występowaniu do tej pory słyszałem tylko opowieści.
Po obejrzeniu przez wszystkich dostał całusa i wrócił do wody(za chwile rozpoczyna tarło, więc niech się mnoży – nam jedzenia nie brakowało).
   Czyż świat nie jest piękny?

Mimo wszystko….