Przezimowałem. W ciepełku i nieróbstwie – jak na emeryta przystało. Jak to
mówią: Cieszy się starzec jak przeżyje marzec… No może aż tak całkiem to nic
nie robiłem. W razie potrzeby i z własnej chęci odwiedzałem(częściej sam niż
wraz z żoną) nasze kochane wnuczki. Radość i duma rozpiera nas, że tak rosną i
że tak się rozwijają. Z najstarszą trzeba już uważać co się mówi bo potrafi
przypomnieć za to najmłodsza dopiero zaczyna się mówienia uczyć więc jest
pociecha z przekręcanych przez nią słów. Średnia niezmiennie wita się ściskając
dziadka za szyję, coraz mocniej. Zawsze miło z nimi spędzam czas choć nie
zawsze mogę fizycznie sprostać ich zabawowym pomysłom.
Zdrowie stabilne i chyba niezłe jak na mój pesel(terapia robi swoje). A
że słońce coraz wyżej i kalendarzowa i tytułowa wiosna nadeszła, znów w mojej
głowie pomysły na działkową działalność. Pojechałem na cały prawie dzień i mimo
wieloletniego doświadczenia, że na pierwszy raz trzeba spokojnie rzuciłem się z
narzędziami na glebę jak przysłowiowy szczerbaty na suchary. Wyciąłem dwa
krzaki czarnego bzu o dość grubych już pieńkach a kosą połamałem suche badyle
pokrzyw, które swoją wysokością dorównywały mi. Jak już się trochę uszarpałem
to wziąłem się za przygotowanie podwyższonych grządek. Kupiłem gotowe cztery
sztuki i po wyściółkowaniu agrowłókniną rozłożyłem dwie z nich i zacząłem
napełniać ziemią. I tu zaczęły się „schody”. Doliczyłem się, że aby je wszystkie
zapełnić potrzeba prawie dwa metry sześcienne ziemi. I to mnie sprowadziło na
ziemię. Może na razie spróbuję tylko dwie a potem jak sił starczy to pojadę z
tym dalej. Pogoda była nie najgorsza choć był to już ostatni z serii ciepłych
dni. Zapadające ciemności i wołanie żony zakończyły moje pierwsze wiosenne
wysiłki. Wieczorem i w nocy odpokutowałem swoje szaleństwa bólem prawie
wszystkich stawów. Aż myślałem o proszkach przeciwbólowych, których już ponad
pół roku nie stosowałem. Ale jakoś przespałem do rana i było trochę lepiej. Albo
to zmiana pogody albo jednak nadmierny wysiłek albo odstawiony po prawie trzech
latach brania sterydowy lek tak to może sprawiły. A może otwarcie sezonu rowerowego?...
Cieszę się z takich dni i mam nadzieję, że będzie ich w tym roku znacznie
więcej niż w ostatnich latach. Na razie na parapetach okiennych skrzyneczki i
pojemniczki z rozsadą cebuli i papryki. Inne warzywa pójdą wprost do gruntu.
Mam też trochę nasion aksamitek, nasturcji i nagietków do odstraszania szkodliwego
robactwa. Za tydzień Wielkanoc i spotkanie u nas z córkami, zięciami i
wnuczkami. Krzątanina pewnie będzie narastać z każdym dniem bo okna już się myją.
Dobrych Świąt Wielkanocnych życzę… jeśli ktoś tu jeszcze czasem zagląda…