Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach: o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Z niewielką ilością zdjęć i obrazów, raczej słowa. To co tu napiszę będzie pewnie jakąś wypadkową doznań mego dotychczasowego życia.

sobota, 28 marca 2026

Znów wiosna!

 

   Przezimowałem. W ciepełku i nieróbstwie – jak na emeryta przystało. Jak to mówią: Cieszy się starzec jak przeżyje marzec… No może aż tak całkiem to nic nie robiłem. W razie potrzeby i z własnej chęci odwiedzałem(częściej sam niż wraz z żoną) nasze kochane wnuczki. Radość i duma rozpiera nas, że tak rosną i że tak się rozwijają. Z najstarszą trzeba już uważać co się mówi bo potrafi przypomnieć za to najmłodsza dopiero zaczyna się mówienia uczyć więc jest pociecha z przekręcanych przez nią słów. Średnia niezmiennie wita się ściskając dziadka za szyję, coraz mocniej. Zawsze miło z nimi spędzam czas choć nie zawsze mogę fizycznie sprostać ich zabawowym pomysłom.

   Zdrowie stabilne i chyba niezłe jak na mój pesel(terapia robi swoje). A że słońce coraz wyżej i kalendarzowa i tytułowa wiosna nadeszła, znów w mojej głowie pomysły na działkową działalność. Pojechałem na cały prawie dzień i mimo wieloletniego doświadczenia, że na pierwszy raz trzeba spokojnie rzuciłem się z narzędziami na glebę jak przysłowiowy szczerbaty na suchary. Wyciąłem dwa krzaki czarnego bzu o dość grubych już pieńkach a kosą połamałem suche badyle pokrzyw, które swoją wysokością dorównywały mi. Jak już się trochę uszarpałem to wziąłem się za przygotowanie podwyższonych grządek. Kupiłem gotowe cztery sztuki i po wyściółkowaniu agrowłókniną rozłożyłem dwie z nich i zacząłem napełniać ziemią. I tu zaczęły się „schody”. Doliczyłem się, że aby je wszystkie zapełnić potrzeba prawie dwa metry sześcienne ziemi. I to mnie sprowadziło na ziemię. Może na razie spróbuję tylko dwie a potem jak sił starczy to pojadę z tym dalej. Pogoda była nie najgorsza choć był to już ostatni z serii ciepłych dni. Zapadające ciemności i wołanie żony zakończyły moje pierwsze wiosenne wysiłki. Wieczorem i w nocy odpokutowałem swoje szaleństwa bólem prawie wszystkich stawów. Aż myślałem o proszkach przeciwbólowych, których już ponad pół roku nie stosowałem. Ale jakoś przespałem do rana i było trochę lepiej. Albo to zmiana pogody albo jednak nadmierny wysiłek albo odstawiony po prawie trzech latach brania sterydowy lek tak to może sprawiły.  A może otwarcie sezonu rowerowego?...

   Cieszę się z takich dni i mam nadzieję, że będzie ich w tym roku znacznie więcej niż w ostatnich latach. Na razie na parapetach okiennych skrzyneczki i pojemniczki z rozsadą cebuli i papryki. Inne warzywa pójdą wprost do gruntu. Mam też trochę nasion aksamitek, nasturcji i nagietków do odstraszania szkodliwego robactwa. Za tydzień Wielkanoc i spotkanie u nas z córkami, zięciami i wnuczkami. Krzątanina pewnie będzie narastać z każdym dniem bo okna już się myją.

   Dobrych Świąt Wielkanocnych życzę… jeśli ktoś tu jeszcze czasem zagląda…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz