Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Bez zdjęć i obrazów, tylko słowa.

piątek, 7 czerwca 2013

Przewrót domowy....



   Kiedy przed Wielkanocą uczyniłem poprzedni wpis, dość lakoniczny, może nawet wręcz zagadkowy, nie miałem pojęcia co życie przyniesie mi nazajutrz. Wyrażałem wówczas emocje, jakie towarzyszyły mi przed zbliżającymi się świętami: przygotowania przeplatane wizytami w szpitalu w związku z pobytem tam teściowej, która wyszła z niego silniejsza i zdrowsza. I kiedy, jak to w życiu bywa odczuwaliśmy ulgę i radość z zakończonego właśnie, złego przecież dla nas tamtego czasu, to za chwilę, dnia następnego moja z kolei mama znalazła się w szpitalu z udarem(drugim już). Spadło to na nas jak grom i zmieniło fajny przedświąteczny nastrój o sto osiemdziesiąt stopni. Trwa ten niedobry i beznadziejny chyba stan do dziś. Uczymy się codziennie z tym żyć. Uczymy się codziennej, pielęgniarskiej opieki nad osobą obłożnie chorą(całkowity niedowład prawej strony), dziewięćdziesięcioletnią, która dla systemu ochrony zdrowia w naszym kraju jest już niepotrzebnym balastem. Układamy nasze życia pod kątem opieki nad nią, codziennie doznając bardzo skrajnych emocji z tym związanych. Ale mimo to niezależnie od przesłanek jakie nami kierują póki co nam się to udaje.
   I jak tu cieszyć się z wiosny, choćby tak deszczowej jak ta tegoroczna. Wykradam te moje godziny pobytu na wsi jak najprzebieglejszy złodziej i nie mam możliwości się nimi dobrze nacieszyć. A jest mimo wszystko czym bo: mam już drugi miot królików i przekroczyłem 60 sztuk, kury dają jaja w nadmiarze a mimo to znajomi prawie się poobrażali, że nadążają. Plan jest taki, że zwiększam stadko kurek do 55 sztuk(na tyle mam miejsca). Poczyniłem już stosowne zakupy (siatka i słupki) i zaplanowałem dla nich duży trawiasty wybieg. Strach mnie ogarnia tylko z cenami zboża, bo ostatnio za pszenżyto płaciłem u handlarza po 120zł za metr i jak miałoby tak być przez cały rok to jajko trzeba by sprzedawać po złotówce. Ale kto nie ryzykuje ten ...... Tyle o zwierzętach.
  O roślinach:  Na łące stoi woda i nie mam pojęcia kiedy da się skosić zdrewniałą już trawę. Jabłonie po ubiegłorocznym rekordzie nie kwitły prawie wcale i owoców będzie na lekarstwo. Zrekompensujemy to sobie może dobrze zapowiadającym się urodzajem gruszek i orzechów oraz porzeczek, agrestu i malin. Pod folią kwitną już ogórki i rośnie fajnie papryka bo pomidorów po ubiegłorocznej porażce nie ma.
   Póki co dopisuje mi końskie zdrowie(bardzo go  teraz potrzebuję, zarówno tego fizycznego jak i psychicznego) i nie mam właściwie innych kłopotów. Łapię chwile radości i doceniam je teraz jakoś bardziej niż dotychczas. Co zdarzy się dalej? Czas pokaże. Przyjmę od losu wszystko co mi przyniesie z pokorą, której wiele potrzebowałem w ostatnich miesiącach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz