Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach: o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Z niewielką ilością zdjęć i obrazów, raczej słowa. To co tu napiszę będzie pewnie jakąś wypadkową doznań mego dotychczasowego życia.

wtorek, 1 stycznia 2019

2018 – podsumowanie



   Skończył się już ten rok. „To był rok, dobry rok…” – można by w największym skrócie powiedzieć o nim, używając cytatu z popularnej w tych dniach piosenki.
   W pracy było spokojnie: nowe tematy wprowadzane rozważnie i bez zbędnego pośpiechu. Dotychczasowe działania nadzwyczaj efektywne, sprawiły, że uzyskaliśmy rekordowy wynik finansowy(może przełoży się to również na premię roczną). Gdy wyniki dobre to i spokój w robocie zapewniony – „góra” nie ma się do czego przyczepić.
   W rodzinie duuuuuża stabilizacja: obie córki już na swoim. Starsza kupiła wreszcie własne upragnione „M”, w dodatku niedaleko nas(drobne remonty i urządzanie spowodowały moją dłuższą nieobecność na blogu). Jak mówi holenderskie przysłowie: Dzieci powinny mieszkać w takiej odległości od rodziców by nie było widać dymu z komina. Na szczęście w wielkomiejskiej zabudowie to nie grozi. Zostaliśmy teraz z żoną sami w mieszkaniu, które przez całe nasze dotychczasowe życie było za ciasne a teraz wydaje się być luksusowym apartamentem. Musimy trochę ochłonąć i oswoić się z tą sytuacją, choć żona ma już pewne pomysły zmian i remontów, ale ja na razie nie mam ta to najmniejszej ochoty a także nadmiaru pieniędzy. Wnusia rośnie wspaniale i opanowała już sztukę samodzielnego chodzenia. Jest zdrowiutka, uśmiechnięta i zapewne szczęśliwa. My cieszymy się każdym spotkaniem z nią. Myślałem, że spokojnie przyjmę to swoje "dziadkowanie " lecz ostatnio córka uświadomiła mi, że mała ma teraz 90 procent ubrań od dziadka(dumny jestem z tego trochę ale czy poprzestanę? Może i jest jakiś rozsądniejszy sposób wydawania forsy ale na razie go nie widzę).
   Na działce mimo tegorocznych sukcesów i porażek, wciąż odczuwam niedosyt, że można by zrobić coś więcej albo lepiej. Nie planuję niczego tak na sto procent, bo wiem, że znów z braku wystarczającej ilości czasu może być problem z realizacją. Zatem będzie, jak co roku spontanicznie i trochę chaotycznie. Może jak już będę na emeryturze a sił starczy to uda się coś więcej tam poukładać. Ale na razie cieszę się tym niezamierzonym bałaganem, w którym natura ma wciąż dużo do powiedzenia ku mojej uciesze.
   Szósty krzyżyk strzeli mi w tym roku. Postaram się dowieźć własne zdrowie w nie gorszym od obecnego stanie do lat następnych. Mam nadzieję, że się uda, choć wiem, że życie to codzienna loteria i marzenia nie zawsze się spełniają.
   Życzę wszystkim, którzy zaglądają tu czasem, dobrego roku, by spełniały się marzenia…..

środa, 28 listopada 2018

Ziemia, woda, powietrze.... i smog!!

   Każdy człowiek ma do nich prawo, chociaż najczęściej większość nie ma ich wcale a jeśli już to kiepskiej jakości.
   Kto ma ziemię? Choć swój własny mały kawałek? Wielu ją ma. Ale czy zdatna jest by wydawać plony? Nie takie zawsze musi być jej przeznaczenie. Można ją podzielić na mniejsze i zamienić na budowlane. Można sprzedać inwestorowi pod działalność przemysłową albo budowę supermarketu(całe pokolenie nie wyda takiej forsy!!). Beneficjent jest zadowolony – wziął pieniądze i odcina kupony. Zostaje jeszcze reszta: sąsiedzi, którzy mieli mniej szczęścia i teraz muszą patrzeć na wielkie hale i znosić ogromny ruch wdychając spaliny samochodów. Ktoś się „dorobił” i ma tę resztę gdzieś. I nie obchodzi go czy powstanie tam zakład wydzielający trujące substancje czy inny biznes utrudniający życie pozostałym.

Pewnie nie napisałbym dziś tego tekstu, gdyby nie fakt, że obudziłem się niewyspany a w mieszkaniu czułem dym. Wieczorem czułem go także. Głowa boli mnie rzadko a dziś i owszem. Włączyłem komputer i wartość indeksu wynosiła dziś o siódmej rano u mnie 160(najwyższy w Polsce).
   Poniżej dołączam tabelkę z wartościami indeksu i link do strony.
https://aqicn.org/map/warsaw/pl/#@g/52.1939/21.0337/11z
   Czy to coś zmieni? Wątpię. Pozostaje mi na razie zazdrościć tym, co są na zielonych wartościach i liczyć na to, że doczekam emerytury i ucieknę z miasta by choć parę lat pooddychać trochę lepszym powietrzem. Ponoć każdy człowiek ma do tego prawo……
.... a może ktoś chce nas po prostu pozabijać?
   Może nie ma co robić z tego wielkiego krzyku, bo przecież w krajach doganiających nas cywilizacyjnie wartości poniższago indeksu są poza skalą. Tylko ile istnień ludzkich pochłonie ta pogoń? A wszystko to w imię tanich ciuchów i innych przedmiotów, które mają być łatwo dostępne w krajach bardziej "cywilizowanych"!!

Air Quality Index


-
Wartości Indeksu Jakości Powietrza (AQI)
Poziomy zagrożenia zdrowia
0 - 50
Dobra
0-50: Dobra - Jakość powietrza jest uznawana za zadowalającą, a zanieczyszczenie powietrza stanowi niewielkie ryzyko lub jego brak.
51 -100
Średnia
50-100: Średnia - Jakość powietrza jest dopuszczalna; jednak niektóre zanieczyszczenia mogą być umiarkowanie szkodliwe dla bardzo małej liczby osób, które są niezwykle wrażliwe na zanieczyszczenie powietrza.
101-150
Niezdrowa dla osób wrażliwych
100-150: Niezdrowe dla wrażliwych osób - u osób wrażliwych mogą wystąpić negatywne skutki dla zdrowia. Większość populacji może nie odczuwać negatywnych objawów.
151-200
Niezdrowa
150-200: Niezdrowe - Każdy może zacząć doświadczać negatywnych skutków zdrowotnych; U osób wrażliwych mogą wystąpić poważniejsze skutki zdrowotne.
201-300
Bardzo niezdrowa
200-300: Bardzo niezdrowe - Ostrzeżenie zdrowotne, poziom alarmowy. Bardzo prawdopodobny negatywny wpływ na całą populację.
300+
Zagrożenie dla życia
300 : Niebezpieczny - Alarm Zdrowotny: każdy może doświadczyć poważniejszych skutków zdrowotnych.

sobota, 3 listopada 2018

Cmentarze, groby i ….








   Cztery cmentarze i dziesięć grobów w jeden dzień(Wszystkich Świętych) odwiedziliśmy. Jak co roku. Kto rano wstaje…. Od ósmej rano rozpoczęliśmy odwiedziny grobów naszych zmarłych. Dwa warszawskie cmentarze i dwa w innych miejscowościach. Samochodem szło sprawnie. Około piętnastej byliśmy już po. Wiem, tempo ekspresowe, niewiele czasu na zadumę, ale obowiązki zawodowe i inne oraz nie dobre prognozy pogody na dni następne wymusiły trochę nasze plany.
   Groby moich dziadków, rodziców i siostry są na cmentarzach na Woli i Bródnie. Szczególnie ten drugi zwykle był częściej odwiedzany przez nas w dzieciństwie z powodu znajdującego się tam grobu rodziców mojej mamy. Pewnie także z powodu traumy związanej ze śmiercią jej ojca, który będąc jedynym żywicielem rodziny, jeszcze przed wojną osierocił dwie nastoletnie dziewczynki. Chyba również i ja odziedziczyłem sentyment do tego miejsca wzmocniony w trakcie mego życia pojawieniem się tam kolejnych grobów mi najbliższych osób. Ze swej biologicznej rodziny pozostałem już tylko ja sam i na mnie to spoczął w dużej mierze obowiązek ich pochowania i zadbania o miejsca ich spoczynku. Satysfakcjonujące i trudne to zarazem. W tym roku znów przybyło zmarłych......
   Ale oprócz wspomnień o bliższych i dalszych nieżyjących już osobach mam jeszcze takie: na cmentarzu tym od zawsze istniał zwyczaj sprzedawania obwarzanków i pańskiej skórki. Już jako dzieciak wizyta w tym dniu na cmentarzu kojarzyła mi się zwłaszcza z tymi pierwszymi. I teraz też mimo uśmieszków, dorosłych już przecież moich córek i żony kupuję wianuszki obwarzanków i wszyscy zawsze przegryzą po kilka – tak dla tradycji. (Handel nimi musi chyba być opłacalny, bo ilość sprzedających je w tym roku osób była nadzwyczajnie duża).
   Po odwiedzeniu ostatniego z nie warszawskich cmentarzy zajechaliśmy do teściowej i szwagierki na obiad. Po tym wyszedłem z domu połazić chwilę po lesie, z którego wróciłem z dwoma kilogramami maślaków. Na wyprawę po inne gatunki grzybów było zbyt mało czasu. Za to świeże leśne, jesienne powietrze i kolorowe pejzaże - bezcenne!
   ….. i takie to moje z tym dniem związane wspomnienie…. zanim powrócę do codzienności życia.


niedziela, 28 października 2018

Czekając na zimę….?

   Już po wyborach. Ich wyniki pewnie niewiele zmienią w prywatnym życiu każdego z nas(no chyba, że ktoś się załapał na ciepłą posadkę). Może gdzieś zrobią chodnik, parking czy boisko dla dzieciaków. Naprawią drogę czy lokalną komunikację. Ale czy to będzie zasługa właśnie tych wybranych? Na razie wciąż jeszcze spoglądają, z nieposprzątanych plakatów, wiadomo już, wygrani i przegrani. A życie i tak toczy się dalej…
   Gorące lato zleciało nie wiadomo kiedy i zaczęły się jesienne szarugi. Ludzie narzekają, że zimno i że pada. Zbawienny ten deszcz, bo było go w minionych miesiącach bardzo mało. Krajobrazy na zewnątrz zmieniły się tak ze tylko popaść w depresję. Krótkie dni mało słońca jednym słowem kicha. Nawet przestawienie czasu i godzina dłużej podarowana śpiochom wiele nie pomoże. Trzeba by się zakopać do jakiej gawry o przeczekać jak misio do lepszych czasów…
   Ale dość rozsiewania minorowego nastroju! Nie jest przecież aż źle. Zdarzają się przebłyski słońca a na pierwszego listopada straszą dwudziestoma stopniami. Władcy dorzucili ekstra, raz na sto lat(farciarze z nas), dodatkowy wolny dzień dla zwykłych śmiertelników, więc i buzie bardziej uśmiechnięte. Nie ważne kto na tym straci a kto zyska ważne że zyskamy(prawie wszyscy) te parę godzin swobody i czasu dla najbliższych.
   Na działce wczoraj byłem i sprzątałem liście i inne resztki roślin. Zebrałem czerwone kapustki i selery. Te pierwsze planowane i na przyszły rok powtórzę zaś te drugie w ramach ochrony przed bielinkiem tych pierwszych także mimo suszy udane. Kapusty już poszatkowane i posolone czekają w misce na zapakowanie do słoików a z jednego selera zrobię chyba surówkę do pochrupania pomiędzy zasadniczymi posiłkami. Zamiatając liście zebrałem jeszcze z pół wiaderka włoskich orzechów(rekordowy był ten rok). Wszystkie resztki roślin i opadłe liście wywoziłem od razu na grządki podnosząc tym samym ich wysokość. Na kawałku jednej z nich posadziłem, dwa tygodnie temu, ze sto ząbków czosnku a ziemia była wtedy bardzo twarda. Po ostatnich opadach może trochę zmiękła. Czyli czosnek w przyszłym roku być powinien. Co do innych to jeszcze nic nie planowałem oprócz tego, że z ziemniakami zrobię przerwę z powodu stonki. Podczas poprzedniego pobytu zebrałem też resztę dyń i po rozdaniu znajomym i rodzinie zostało nam jeszcze prawie dwadzieścia a wszystkie mimo różnych rozmiarów i kształtów są bardzo dojrzałe i dorodne. Nałaziłem się przy tym trochę ale efekty mogły by być lepsze. Chyba nadchodzi czas zwolnienia tempa w przyrodzie, więc i na działce nie będę także musiał bywać, co tydzień. Kury(już tylko tegoroczne) niosą się dobrze, więc sadzone jajka raz w tygodniu obowiązkowe. Dostają oprócz ziarna i śruty także liście z jarmużu, które zjadają z wielkim apetytem.

   Mam nadzieję, że zdrowie pozwoli także za rok złapać w ręce ogrodnicze narzędzia by jesienią znów cieszyć się plonami.

niedziela, 9 września 2018

Jabłkowo, ziemniakowo, trochę jakby już jesiennie

   Tydzień w pracy zleciał bardzo szybko. Dużo roboty. Nowe pomysły ulepszenia działania(wprowadzamy nowy system) na razie raczej utrudniają pracę, więc mieliśmy parogodzinne spotkanie co należy zrobić by było lepiej. Mam nadzieję, że informatycy dadzą radę spełnić nasze postulaty. Wyjechałem też na jeden dzień do Poznania by ogarnąć bieżące tematy(ludzie wciąż jeszcze słabo ogarniają obecny system!!). 
   Moje dziewczyny(żona z córką) pojechały w sobotę do Częstochowy a ja na działkę. Postanowiłem "wykopać"(cudzysłów jest tu jak najbardziej uzasadniony ze względu na sposób uprawy, który tej czynności nie wymaga) ziemniaki i zebrać jabłka, których w tym roku jest nadzwyczajna obfitość. Po przyjeździe, około dziesiątej rano zastałem w domu tylko teściową śpiącą jak suseł(trochę zazdroszczę ludziom tej umiejętności) a po otwartej furtce na pole domyśliłem się, że szwagierka jest w lesie na grzybach. Wziąłem się za ziemniaki bo pogoda zapowiadała nadejście deszczu. Zebrałem taczkę lecz musiałem przerwać to zbieranie bo szwagierka wróciła w wiaderkiem grzybów(ta to zawsze nazbiera!) i pojechaliśmy do miasta ogarnąć parę spraw. Między innymi uszkodzoną sztuczną szczękę teściowej. Jakkolwiek temat sztucznych szczęk zabawny jest dla osób posługujących się własnym zestawem uzębienia, to dla takiego delikwenta jest mocno uciążliwy, stresujący i ograniczający podstawowe funkcje życiowe. Jakby nie patrzył trzy godziny wyjęte z działkowej aktywności(ale jak nie chce się być zięciem "Ferdkiem kanalią" to inaczej nie można). Po powrocie wznowiłem czynność zbierania ziemniaków ale tylko na kwadrans bo zaczęło lać(takie życie). W czasie deszczu siostrzeniec żony przywiózł mi przyczepkę skoszonego ze swojej działki wszelkiego zielska i trawy, bo też już wie, że wujeczek(znaczy ja) z roślinnych resztek buduje swoje dziwne zagony. Powiedziałem mu, żeby może sam zrobił sobie z tego kompost ale on wraz ze swoją dziewczyną zamierza na tej działce się budować i oczyszcza teren z chwastów. Ma jeszcze trochę tego dostarczyć więc mi w to graj. Po deszczu zebrałem jabłka i cukinię. Zapakowałem w worki ziemniaki(na szczęście suche). Zerknąłem jeszcze tylko na orzechy włoskie, których zielone skorupy już pękają co jest potwierdzeniem, że i one dojrzały w tym roku wcześniej. Wyjazd po 19-ej i po drodze jeszcze chwila u córki z zięciem i wnusią by zostawić kartofle w piwnicy. 
Powrót z działki wygląda teraz tak:
bagażnik zawiera dwa woreczki ziemniaków i kosz koszteli,
za siedzeniem jaja(100 sztuk, większość do sprzedaży wśród znajomych). Sposób ułożenia na czas transportu sprawdzony od lat. Przed przednim siedzeniem pasażera również koszyk jabłek.
   W czwartek, aż do niedzieli, nasz jesienny koleżeński wyjazd "na ryby" - już się nie mogę doczekać. Z wyżywienia planujemy leczo, dyniową z grzankami i grzybową(pewnie po deszczach również na Warmii pojawić się powinny). Będzie nas tym razem mniej bo się ludziskom pozmieniało trochę w życiu. Ech...

czwartek, 30 sierpnia 2018

Czerwono, paprykowo i wciąż letnio

Choć wieczorami oddycha się już lekko to w dzień bywa jeszcze wciąż bardziej niż ciepło.
Dojrzewanie.....


... taka mała balkonowa radość.

niedziela, 19 sierpnia 2018

Dwa miesiące i tydzień…



… nie napisałem tu ani słowa. Bo choć przecież żyję prozą codzienności nie było się jak zebrać. Praca dom i tak w koło z chwilami zachwytów nad wnusią, która co dzień niemalże pokazuje nam swoje postępy w rozwoju. Ledwo znajdowałem czas by zaglądać na chwile do znajomych blogów.
   Odbyłem już tygodniowy urlop na mazurskiej działce kolegi, do którego jeździmy na nasze spotkania koleżeńskie pod nazwą „ryby”(znalazł dla nas okienko - szlachetny z niego gość). Ku uciesze i szczęściu żony, której to miejsce także bardzo się spodobało. Tydzień ciszy i spokoju z widokiem na jezioro, w zupełnym nieróbstwie minął błyskawicznie i był dla nas, dwojga ludzi z ponad trzydziestoletnim małżeńskim stażem, jak balsam po kilku latach bez porządnego urlopu. Nawet trzy burze i ulewy, jakich tam doświadczyliśmy nie były w stanie zmienić ani na jotę tego nastroju.
   Z dwóch wyjazdów służbowych do Elbląga i Torunia ten pierwszy odbyłem także w towarzystwie żony. Pełne dwa dni(akurat były to sobota i niedziela) starczyły by wyskoczyć dwukrotnie na parę godzin do Sztutowa i nacieszyć się widokiem pustych jeszcze bałtyckich plaż i poczuć morski wiatr we włosach(tylko ci, co je mają). Dla osób a problemami z tarczycą takie chwile to prawdziwe błogosławieństwo. W prawie całej Polsce padało w tych dniach a nam świeciło słońce zza chmur – jednym słowem cudo!
   Było tych weekendów poza działką jeszcze parę, co widać zaraz było po stanie grządek. Każdą jednak możliwą sobotę starałem się tam spędzać i ratować przed brakiem wody rośliny, które w tym roku posiałem lub posadziłem. Upały tegoroczne, mam nadzieję, już wydają swe ostatnie podrygi(podobno w przyszłym, tygodniu ma jeszcze dojść do trzydziestu stopni). Dni są coraz już krótsze, więc i słońce ma mniej godzin do podgrzewania.
   A rośliny i zwierzęta jakoś sobie przy ludzkiej pomocy poradziły. Balkonowa papryka(ograniczona ilościowo w tym roku bardzo by nie drażnić żony) już zaczyna się wybarwiać mimo, że siana była przecież trzy tygodnie później niż zalecają. Reszta na działce też już ma owoce, chociaż widać, że nie miały zawsze dostatku wilgoci. Poniżej parę fotek:

 Balkonowe papryki chilli i ramiro. Ta druga na jednej z trzech roślin ma nietypowe dla tej odmiany owoce.



Dyniowate szaleją w tym roku jeśli tylko maja dość wody. Na ostatnim zdjęciu efekty łatwości krzyżowania wśród tego gatunku: osobnik w kształcie hokkaido lecz całkiem zielony(może będę twórcą nowej odmiany?!). Zobaczę jaka będzie w środku.

Kosztela(pierwsza) ze złamana gałęzią a ta druga późna odmiana po "Empajerach" moja ulubiona.

 Fasola jaś z dwóch miejsc; zacząłem już zbiór suchych strąków. Będę powtarzał tę czynność regularnie.


 Jarmuż i kapusta ochronione przed bielinkami poprzez współrzędną uprawę pomidorów i selerów. Sprawdziłem, rzeczywiście to działa. Inne rośliny jarmużu zostały objedzone przez gąsienice tego motyla.
 Ekspansja dyń; maja wielometrowe przyrosty.

 Grządki z ziemniakami jeszcze wciąż zielone. Już zbieram bulwy ale z pełnym zbiorem czekam aż zaschną.
Na koniec owoce winogron. Krzew był bardzo mocno przycięty w związku z moimi próbami wiosennymi rozmnożenia go, może dlatego tak obficie owocuje. Owoce są duże, słodkie i soczyste.
Mam nadzieję, że następny wpis uda mi się zrobić szybciej niż powyższy.