Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach: o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Z niewielką ilością zdjęć i obrazów, raczej słowa. To co tu napiszę będzie pewnie jakąś wypadkową doznań mego dotychczasowego życia.

niedziela, 10 czerwca 2018

Cztery przedłużane weekendy pod rząd



   Tak mi jakoś wyszło, że cztery majowo-czerwcowe weekendy pod rząd wydłużałem dokładając dzień lub dwa z zaległego urlopu. Nie „wybyczyłem” się podczas nich raczej, bo nie jest teraz czas na odpoczynek, wiadomo - wiosna. No może z wyjątkiem jednego, naszego majowego, „wędkarskiego” spotkania na działce kolegi pod Olsztynem. Poza tym podlewanie, pielenie, koszenie. Trafiłem tez przez dwa tygodnie na „święto lasu”, czyli coroczne pozyskiwanie drewna na opał z naszych leśnych działek. Poleciało trochę wybujałych brzózek i innych drobniejszych drzew. Pozostawialiśmy dęby, bo choć rosną wolno to są chyba jednak królami drzew naszego klimatu.
   Ponieważ spora była tez moja przerwa w pisaniu to ograniczę się do pokazania zdjęć z krótkimi komentarzami:


Ziemniaki na dwóch zagonach, słoneczniki samosiejki i parę ogórków od południowej strony. Na pierwszym zdjęciu młode olszaki pozbawione zacieniających grządkę bocznych gałęzi.
Warzywny miszmasz: jarmuż, pomidory, kapusta czerwona i biała, chilli, pory i selery. Pomidory i selery mają zniechęcać motyle bielinka do składania jaj na kapustnych ale pożytek jakiś i z nich może będzie. A wszystko to na niewielkiej przestrzeni. Prawym górnym rogu wał a ogórkami.

Dynie i cukinie pewnie wyglądać mogłyby lepiej gdyby były regularnie nawadniane(niestety mogę to robić tylko raz w tygodniu) ale brak wystarczających opadów to chyba cecha tegorocznej wiosny.


Dwie siostry: fasola i dynia i trzy siostry: ogórek, fasola i kukurydza, na trzecim dojrzewający czosnek i wszędobylski koper.
 Czerwony agrest, uratowany z kurzego wybiegu gdzie był przez lata skrzętnie obdziobywany, odbija i rozrasta się świetnie w nowym miejscu.
 Co to? Czarna porzeczka. A dlaczego jest czerwona? Bo jest jeszcze zielona......
Gruszki też nie na wierzbie.


Na pierwszym leszczyna własnej produkcji, ma już owoce. Poniżej orzeszek włoski. Najniżej włoska, orzechowa piątka(w centrum zdjęcia), czy jest równie rzadka jak czterolistna koniczyna?



Na koniec trochę naturalnej dzikości: pięciometrowy dębczak, który rozmyślnie ogołociłem z bocznych rozgałęzień by wytworzyć długi pień. Może nasza wnuczka, jak będzie w moim wieku cieszyć się nim będzie wspominając dziadka. Niżej moja ulubiona sosna, mocno rozgałęziona z grubym pniem u podstawy. Ona rozwija się i rośnie a ja się starzeję. Najniżej dwa modrzewie, których w tym roku nie namierzyły i nie obgryzły sarny. Może coś z nich w końcu wyrośnie.
   Wczoraj też oczywiście byłem, podlewałem(40 konewek) i pieliłem. Dokończyłem rozłupywanie pieńków drewna opałowego nową, specjalistyczną siekierą znanej firmy, która pewnie mnie przeżyje. Tydzień wcześniej połamałem drewniane trzonki dwóch leciwych  używanych dotychczas. Dokończyłem też koszenie pierwszej trawy a już można znów zaczynać w drugim końcu. Podjadałem trochę młode listki jarmużu i zerwane kwiatowe pędy czosnku(mniej intensywne w smaku za to w zapachu już nie). Przywiozłem pęczek ładnych buraczków na botwinkę. Młode kury z drugiej transzy też już zaczynają się nieść więc dziś na śniadanie była w rodzinie jajecznica z jedenastu małych jajeczek.
   Narobiony, spocony i brudny przysiadłem na moment na wybiegu dla kur dochodząc do wniosku że:
PIĘKNIE JEST!!!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz