Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Bez zdjęć i obrazów, tylko słowa.

czwartek, 8 stycznia 2015

Trochę myśli bez ładu i składu na 2015 rok

   Święta, święta i po świętach. Wczoraj w jakimś radio zastanawiali się ileż to strat gospodarce przysparzają takie świąteczne maratony? A mnie w tym momencie inne nieco skojarzenie przyszło na ten temat do głowy: czy czasem przez ten nasz narodowy sentyment do świętowania nie wydłużamy sobie i tak już wydłużonego wieku emerytalnego? Wiem! Rozumiem! Ktoś się oburza, ale mnie nie o irytowanie czytelników w Nowym Roku chodzi. Całkiem innych powodów takiego stanu rzeczy upatruję: rozdęta ponad miarę biurokracja, uprzywilejowanie pewnych grup zawodowych, nadmierne koszty pracy i fiskalizm. No i jeszcze ta nasza kochana "eurounia", która  z  pewnością upomni się o forsę wydaną na nasze "hajłeje". Nie fajnie też wygląda sytuacja na Ukrainie, przyćmiona chwilowo przez muzułmańskie wydarzenia z Niemiec i Paryża. Z niepokojem obserwuję niedobry wpływ religii,  na nasz współczesny świat. No i jeszcze te ceny ropy i energii! Wmawia się nam, że jesteśmy częścią światowej gospodarki rynkowej opartej na prawach podaży i popytu. A od blisko roku jesteśmy świadkami ustalania światowych cen ropy naftowej przez pollityczno-spekulacyjne, międzykontynentalne, gospodarcze mafie, tylko po to by zgnębić Putina. Proporcje spadków cen widoczne na stacjach benzynowych do tych  na światowych giełdach ropy dają aż nadto czytelne dowody na to jak bardzo dużo płacimy za dostatnie życie naszych współczesnych, demokratycznie wybranych  "władców".

   Schudnąć chciałbym w tym roku troszkę. Ale tak zdrowo się odżywiając i ruszając. Grubasem nie jestem, więc jak nie zmniejszę się nawet o deko problemu nie będzie. Ale tak dla kręgosłupa i serducha tylko. Będę jeszcze uważniej czytał etykiety produktów. I wybierał będę produkty i żywność polską, jak najmniej przetworzoną. Nie zamierzam jednak całkiem zrezygnować z odrobiny żywieniowego kosmopolityzmu w postaci imbiru i limonki dodawanych do herbaty. Chyba z wiekiem przeważać zaczyna w moich żywieniowych upodobaniach zdecydowana skłonność do pokarmów roślinnych. Do wegetarianizmu jeszcze droga daleka, jeśli w ogóle do tego by dojść miało. Będę też starał się w miarę możliwości uprawiać moje "pemakulturowe" grządki i korzystać jak najwięcej z pozyskanych w ten sposób warzyw. (Cudzysłów nie jest tu przypadkowy, bo choć sporo już wiem, to droga do pełnego znaczenia tego słowa jeszcze daleka). A tak w praktyce to mam posadzone prawie sto ząbków czosnku(tylko na użytek własny i rodziny, choćbym miał śmierdzieć jak Azjata ze stadionowej budy z jedzeniem) i zadołowane kilkanaście sztobrów winorośli oraz przygotowany siedemnastomertowej długości zagon pod uprawę ziemniaków. Tyle o diecie. No i zero fajek (miałem w minionym roku trzymiesięczny ciąg) i alkoholu, chociaż alkohol nigdy nie stanowił w mym życiu problemu, powiem więcej gdyby wszyscy w naszym kraju pili jak ja to rząd miałby o wiele mniejszy budżet.

   Toksycznych związków z innymi ludźmi chcę unikać. I bez znaczenia będzie tu czy związany jestem z takimi osobami w jakimś stopniu biologicznie czy w inny sposób. Świat jest wystarczająco wielki by każdy się na nim zmieścił. Dość mam już ponoszenia odpowiedzialności za czyjeś głupoty i życiowe błędy a także na prawienie trafiających w próżnię morałów ludziom o strukturze betonu. Za dużo zdrowia mnie to kosztuje i basta.

   Bezrobotnym być może będę w tym roku. Na razie mówię o tym z nutą humoru ale w myślach jestem mniej optymistyczny. Nigdy nie zaznałem takiego stanu. Stanę się, w pewnym stopniu, ofiarą afery hazardowej z minionych lat, która zaowocowała zmianą ustawy, której zapisy w tym właśnie roku wchodzą w życie. Traumatyczne może to być dla mnie doznanie, zwłaszcza, że moja przerwa między kolejnymi zajęciami zawodowymi nawet na papierze nie była dłuższa niż tydzień. Ale nie pękam, może okoliczności sprzyjająco się ułożą, bo jak nie to może żona i dzieci nie dadzą staremu umrzeć z głodu.
   
   Matula a właściwie opieka nad nią czeka mnie zapewne i w tym roku. Stan po udarze bez zmian, nieczynna prawa strona, od dwudziestu  miesięcy w łóżku. Z coraz większym wysiłkiem się to dla mnie wiąże. Praca zawodowa na zmiany daje mi możliwość bycia w domu trzy na cztery dni i mimo starań rodziny to ja ponoszę większość trudów z tym związanych. Bywam permanentnie niewyspany i przemęczony, próbuję złapać z życia jakieś normalne chwile. Pewnie w pełni zrozumieć mnie może ktoś, kto przechodzi podobną sytuację. Ciężko jest ale będę próbował, uważając jednak na siebie, bo dźwiganie bezwładnego człowieka kilka razy na dzień czuję już mocno w krzyżu.

   I takie to ni to plany ni to zamiary na 2015 rok mi wyszły. Pora kończyć, bo rozgadałem się jak przysłowiowy sierota na weselu. 

   Pozdro dla wsiech!

PS: Miło jak ktoś nowy pojawi się w kręgach. I chociaż nie o popularność i liczniki mi chodzi dobrze wiedzieć, że nie piszemy w próżnię. Dzięki

1 komentarz:

  1. Witaj, Piotrem, po dłuższej przerwie. Dawnośmy ze sobą nie rozmawiali. :)

    Toksycznych ludzi należy się natychmiast pozbyć ze swojego otoczenia. Czasami ta przywara nie jest ich winą, niemniej wchodzenie z nimi w jakiekolwiek relacje grozi co najmniej depresją.

    Bardzo, bardzo współczuję sytuacji z mamą. Wiem, jak to jest, gdyż dźwigaliśmy z Ukochanym jego mamę. Może warto pomyśleć o domu opieki?

    OdpowiedzUsuń