Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Bez zdjęć i obrazów, tylko słowa.

niedziela, 5 lutego 2017

Co dalej…


   Nauczony dotychczasowym życiem nie planuję. Już tyle razy zamierzenia blisko czy dalekosiężne nie sprawdziły się, że chyba nie warto grać w tę ruletkę. Ale by nie stać się planktonem niesionym przez prądy oceanu jakimś działaniem trzeba jednak zaznaczyć swą obecność na tym świecie. Chciałbym w tym roku, tak zdecydowanie i mocniej, „powalczyć” z działką i kontynuować zagospodarowywanie tego kawałka ziemi metodami tworzenia silnych i wydajnych struktur naturalnymi sposobami. Myślę tu o tworzeniu kolejnych wzniesionych grządek nie zapominając oczywiście o ciągłym nadbudowywaniu tych już istniejących.
   Nie ukrywam, że przez ostatnie lata bardzo mi tego brakowało a każda konieczność rezygnowania z tamtych działań była trudna. Ale tak być musiało. Wynikło też z tego powodu sporo zaniedbań, które mam nadzieję uda mi się w tym roku nadrobić. Wiele zdrowia i sił będzie mi do tego potrzebne. A tu jak na złość albo łupie w krzyżu albo boli bark. Byłem już nawet w tej intencji u lekarza pierwszego kontaktu i nawet chłop sensownie gadał. Powiedział, bym wybrał między proszkami przeciwbólowymi w ciemno a skierowaniem do ortopedy. Mimo, że coraz gorzej znoszę dolegliwości w barku i nieprzespane w związku z tym noce, wybrałem jednak ten drugi wariant, choć wizyta dopiero w kwietniu. Myślę, że warto ustalić czy to zwyczajny „SKS”, błędy młodości, gdy trenowałem siatkówkę jak wariat czy może przeciążenia ostatnich lat wynikające z dźwigania ponad siły. A może zmiana pracy, trybu życia i dwa lata ślęczenia za biurkiem dają pierwsze takie "rezultaty"? Zobaczymy. Nie chciałbym jednak bez sensu żreć jakichś prochów. Na razie ratuję się jak mogę domowymi sposobami. Gimnastyką i rozciąganiem bolących miejsc a w pracy robię dwudziestominutowa przerwę i wychodzę na spacer rozprostować gnatki. Na razie większych postępów nie zauważam, ale może z czasem… Trochę przydługi ten zdrowotny akapit wyszedł, ale co zrobić, kiedy naprawdę boli.
   W tym roku dwie uprawy chciałbym obdarzyć swą szczególną uwagą: ziemniaki i dynie. Dlatego, że już od paru lat bardzo dobrze się udają, warto by było je wreszcie mieć tylko z własnej uprawy i to przez większość, jeśli nie przez cały rok. Na tym moje pomysły się oczywiście nie kończą. Wraz z dyniami posieję kukurydzę jako osłonę i może słoneczniki. Między ziemniaki wsiewam bób, bo wykorzystują one dobrze azot wytwarzany przez jego bakterie brodawkowe reagując większym plonem. Z innych warzyw dobrze by było mieć jak najwięcej sezonowych: ogórków, pomidorów, papryki, marchewki, cukinii, jarmużu czy buraków. Bardzo obficie plonowała mi w roku ubiegłym fasola pnąca, więc dla niej też znajdę dobre miejsce.
   Mam z lat ubiegłych sporą pryzmę kompostu, do tego obornik z kurnika i kilka belek słomy. Pewnie starczy to na kolejny spory zagon pod ziemniaki. Od paru lat staram się też dość obficie ściółkować wokół młodych drzewek owocowych. Posadzę czasem w tej ściółce jakiś czosnek lub wsieję ogórki lub dynię. Nawet fajnie rosną zwłaszcza te drugie. Gdy te posiane na monokulturowym zagonku giną z powodu mączniaka lub innego, to te kępki wysiane w takich niby oazach dają wówczas całkiem niezłe plony unikając zarażenia.
   Słońca, co prawda jeszcze nie za wiele a dni pochmurnych i ponurych jest jeszcze wciąż więcej niż tych jasnych. Stają się one jednak coraz dłuższe i lada dzień zacznie się pewnie wysiewanie papryki i pomidorów. Parapety okienne znów zastawione zostaną na kilka tygodni pojemnikami z siewkami i rozsadami. Pewnie i ja w tym tygodniu wysieję chilli, którą będę chciał wysadzić do gruntu w jakimś osłoniętym od wiatru miejscu na działce. Właściwie z dwóch roślin uprawianych w dużych doniczkach na balkonie uzyskałem tyle owoców, że starczy do następnych zbiorów, ale w tym roku zrobię więcej rozsady, bo sposób uprawy będzie inny a ryzyko większe.
   Kończę, bo zapisałem już całą A4 i wątpię by komuś starczyło cierpliwości na dłuższe czytanie.

2 komentarze:

  1. Dynie co roku siejemy po prostu na świeżych wałach koziego obornika. Plon bardzo dobry, mimo że tej części ogrodu nie podlewamy, jest za daleko od domu. Nie są też trudne w przechowywaniu, wystarczy jakieś suche, chłodne miejsce. Kozy właśnie kończą ostatnią dynię. Jadły je ze smakiem przez całą zimę. Szlachetniejsze odmiany jeszcze leżą na strychu. Gdybyś chciał wymienić się nasionami to daj znać na priv.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawa obserwacja z tymi ogórkami rosnącymi pod drzewami w sąsiedztwie różnych innych roślin, a tymi na grządce... pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń