Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Bez zdjęć i obrazów, tylko słowa.

poniedziałek, 6 października 2014

Urlop, urlop, urlop...



   Nie chciałem ale musiałem. Prawie na siłę wysłali mnie na urlop. Trzy tygodnie we wrześniu i trzy w październiku. Za dużo, ale cóż...  We wrześniu, jak co roku znalazłem się wraz z moją wędkarską kompanią na Mazurach. Tym razem w okolicach Giżycka, na działce kolegi, nad samym jeziorem. Piękny domek typu holender, pomost, łódka. I nas w szczycie aż jedenastu chłopa, znających się jak łyse konie. Wesoło, fajnie i miło. Dobre jedzenie, śliczna pogoda i umiarkowana ilość trunków wszelakich sprawiła, że wypoczynek się bardzo udał. Ale najpiękniejsze chwile spędziłem na łódce rankami na jeziorze w samotności, kontemplując i napawając się urokami naszej polskiej ziemi. I do tego jeszcze sporo fajnych ryb złowiłem. Posmażyliśmy i pojedliśmy.
   A po wyjeździe z ryb palenie rzuciłem, bo od czerwca czyli poprzedniego wyjazdu znów zacząłem. Zarosłem też jak Rumcajs i nie zamierzam się na razie golić modelując jednak co nieco brodę po konsultacjach z wieloletnimi, doświadczonymi już brodaczami. OK! Jeden akapit narcyzmu starczy!
    Na wsi bywam trochę częściej z nadmiaru wolnego czasu. Z powodu braku jesiennych deszczów i coraz mniejszej ilości trawy, króliki zjadają mój jarmuż. W tym tygodniu zredukuję ich liczbę znacząco bo zdecydowanie osiągnęły już rozmiary ubojowe. Kury zmieniają upierzenie i niektóre wyglądają marnie. Ale sądzę, że przed świętami wszystkie będą już po i jaj będzie jeszcze więcej. Układam ściółkę na moich permakulturowych grządkach pod przyszłoroczne uprawy. Będę miał sporo króliczego i kurzego obornika oraz zagrabionych spod drzew owocowych liści i innych resztek roślinnych. Niech się kompostują do wiosny.
   Najpierw wysyłają a później każą przyjść bo nie ma ludzi. I tak to październikowy urlop podzielić muszę na trzy części by w międzyczasie zastąpić kogoś w pracy. Urlop to czy jaki inny diabeł?
Zawracanie głowy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz