Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Bez zdjęć i obrazów, tylko słowa.

piątek, 5 grudnia 2014

Byle co je i byle co gada...

... zwykł mawiać mój nieżyjący ojciec. Napiszę zatem tylko cóż takiego szybkiego zrobiłem sobie ostatnio na obiad.
   Potrzebowałem coś na smalec, taki ze skwarkami. Zawsze przed zimą tak mam, że mój organizm domaga się ogromu kalorii. Kupiłem więc podgardle, nauczony przez przodków, że tylko z tłustego boczku lub podgardla wychodzi najsmaczniejszy smalec ze skwarkami. Ale to kupione przeze mnie okazało się wyjątkowo poprzerastane pasmami chudego mięska. Tłuste fragmenty trafiły pokrojone drobno na patelnię a te chude w większych kawałkach do rondla na wytopiony już smalec. Potem dokładałem już tylko kolejno dwie cebule, dwa ząbki czosnku, odrobinę świeżego rozmarynu a po dwudziestu minutach osiem obranych niedużych ziemniaków. Sól, majeranek i świeżo zmielony pieprz do smaku. Po godzinie potrawa była gotowa.
   Może nie jest to zestaw na romantyczną kolację we dwoje a raczej dla dwóch drwali ale kaloryczności i smaku temu daniu odmówić się nie da. Skończę na tym ten krotki wpis by nie nagadać czegoś głupiego jak to bywa po byle jakim jedzeniu....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz