Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Bez zdjęć i obrazów, tylko słowa.

sobota, 8 sierpnia 2015

Koniec świata?



Statystycznie w naszym pięknym kraju ilość dni z temperaturą powyżej 35stopni wynosi 5.
STATYSTYCZNIE!!
   Występują zapewne także lata gdzie takich temperatur nie notuje się wcale i dlatego statystycznie tak właśnie wychodzi. Tyle statystyki.
   To, co pokazuje natura w tym roku zdecydowanie odbiega od normy w tym względzie.
Dziura ozonowa, globalne ocieplenie, topnienie lodów na biegunach czy lodowców w górach, wycinanie wiecznych lasów amazońskich czy kanadyjskich pod hodowlę zwierząt lub eksploatację złóż.
   Wszystkie z tych powszechnie znanych pojęć stało się faktami i ma już miejsce. Nawoływania do opamiętania ludzi w ich pazerności niewiele wnoszą. Garstka tych, co rozumieją jest zepchnięta na margines przez nienasyconych, skorumpowanych władców i koncerny, które muszą pokazywać dobre wyniki akcjonariuszom. Wszystko zasłonięte fałszywą argumentacją, że to dla dobra wszystkich ludzi. Chyba nie chcę już dalej ciągnąć tego negatywnego wątku mojego dzisiejszego wpisu.
   Tegoroczne upały są jednak nadzwyczajnie intensywne i długotrwałe. Szwędam się już po tym świecie lat kilkadziesiąt, ale takiego czegoś nie pamiętam. Początek końca? W sumie nie powinienem raczej narzekać: wiozę tyłek klimatyzowanym autkiem do pracy, czterdzieści może metrów przez parking i znów klimatyzowane biuro na osiem godzin dziennie. Aż się nie chce wracać do nagrzanego blokowiska i płynących prawie asfaltów. Egoistycznie rzecz ujmując jest mi w te upały nieźle i mógłbym temat kolokwialnie mówiąc olać. Ale skleroza nie zdemolowała mi jeszcze mózgu na tyle by nie pamiętać, że nie wszyscy mają tak fajnie. Ja też kiedyś też miewałem trudniej i bez tych wszystkich wygód. Dlatego wyczuwam, że zmiany dzieją się już teraz. Zmiany na gorsze!
   Mimo pogarszającej się bystrości mego umysłu, zauważam w przyrodzie zmiany, które wyglądają na nieodwracalne. A tak na bieżąco, to jest już susza i będzie gorzej z żywnością. Zapłacimy mimo „wysiłków” rządów i korporacji drożej. Drożej za wszystko, nie tylko za żywność. Mamy przecież sezon ogórkowy w rzeczywistości i w przenośni. Ale ceny, jakie trzeba płacić za to popularne warzywo są krotnością ubiegłorocznych. To niedobra wróżba.
  
   Starczy już tego minorowego tonu. Idę wstawiać chleb do pieca – ze słonecznikiem i żurawiną, na bogato! A żona nie może się nadziwić, że chce mi się bawić w piekarza w ten upał. Chce mi się! To moja autoterapia….
PS: Imbir rośnie jak szalony w te upały – chociaż on jest szczęśliwy.

Jest 14.50. I już upieczony!! W upał też można!

1 komentarz:

  1. Na dzień dzisiejszy nie mogę stwierdzić, czy wierzę w wersję o globalnym ociepleniu będącym wynikiem działalności człowieka. Klimat zmienia się często sam z siebie, taka jest kolej rzeczy. Niemniej warto szanować przyrodę i dążyć do ograniczenia produkcji zanieczyszczeń.

    Tegoroczne lato jest okropne. Nie znoszę upałów. Fuj!

    Gratuluję chleba. Może jednak podasz przepis? ;)

    OdpowiedzUsuń