Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach: o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Z niewielką ilością zdjęć i obrazów, raczej słowa. To co tu napiszę będzie pewnie jakąś wypadkową doznań mego dotychczasowego życia.

wtorek, 6 października 2026

Jem, ćwiczę, choruję

 

   Jem (chyba) dobrze. To znaczy unikam rzeczy, które potęgują stany zapalne a wybieram takie, które pomagają. Dostałem podczas jednej z wizyt u reumatologa mnóstwo ulotek i broszurek na ten temat i dość stanowczo się do nich stosuję. Nie ulegam modom, nie słucham różnych samozwańczych internetowych guru. Dużo ostatnio słyszy się o wpływie tego co jemy na działanie całego naszego organizmu. I pewnie tak jest chociaż nie wiem czy nie ważniejsze jest obecnie jakiej jakości produkty stanowią nasze posiłki. Jem do syta właściwie dwa razy dziennie co ogranicza ilość skoków cukru. Opieram swoją dietę na naukowych osiągnięciach i doświadczeniach. Tak jak i moje leczenie. Jak na razie dobrze na tym wychodzę. Trzymam wagę i to dodatkowa korzyść moich działań.

   Ćwiczę bo to element dobrego samopoczucia dla emeryta. Cieszę się bo mogę to robić i staram się na miarę swoich możliwości ćwiczyć. Właściwie rower i plenerowa siłownia to wszystko co robię. Pogody już trochę chłodniejsze ale jak słoneczko zaświeci i w południe około dwudziestu stopni to ruszam cztery litery i w drogę. Rower(miejski – zaleta zamieszkiwania w metropolii) wypożyczam i na siłownię. Potem 40-50 minut ćwiczeń i jeszcze ze dwadzieścia kilometrów rowerem jakąś trasą do domu. Staram się tak robić od kwietnia i widzę, że robię postępy: ruchomość stawów zwiększyła się a i kondycja lepsza niż w czasach kiedy jeszcze osiem godzin dziennie spędzałem za biurkiem komputera w korpo. Aż się wierzyć nie chce, że jeszcze trzy lata temu miałem opuchnięte stawy i poruszałem się o kulach a założenie skarpetek było wyzwaniem.

   Choruję bo moje leczenie niestety mocno osłabia mój układ immunologiczny i wrześniowy kilkudniowy pobyt u wnuczek skończył się dla nas złapaniem jakiegoś wirusa, który objawia się uporczywym kaszlem. Żona już właściwie zakończyła a ja jestem w pełni kasłania. Dzieci załapały pewnie od rówieśników w szkole wszelkie powakacyjne „france” i podają dalej. Przypomniała mi się przestroga pani doktor, która wdrażała moje biologiczne leczenie, że to właśnie pana własne wnuki będą dla pana dużym zagrożeniem.

   Dlatego mimo kaszlu idę zaraz na rower bo szkoda dnia(21 stopni).

Zdrowia!