Jem (chyba) dobrze. To znaczy unikam rzeczy, które potęgują stany
zapalne a wybieram takie, które pomagają. Dostałem podczas jednej z wizyt u
reumatologa mnóstwo ulotek i broszurek na ten temat i dość stanowczo się do
nich stosuję. Nie ulegam modom, nie słucham różnych samozwańczych internetowych
guru. Dużo ostatnio słyszy się o wpływie tego co jemy na działanie całego
naszego organizmu. I pewnie tak jest chociaż nie wiem czy nie ważniejsze jest
obecnie jakiej jakości produkty stanowią nasze posiłki. Jem do syta właściwie dwa
razy dziennie co ogranicza ilość skoków cukru. Opieram swoją dietę na naukowych
osiągnięciach i doświadczeniach. Tak jak i moje leczenie. Jak na razie dobrze
na tym wychodzę. Trzymam wagę i to dodatkowa korzyść moich działań.
Ćwiczę bo to element dobrego samopoczucia dla emeryta. Cieszę się bo mogę
to robić i staram się na miarę swoich możliwości ćwiczyć. Właściwie rower i
plenerowa siłownia to wszystko co robię. Pogody już trochę chłodniejsze ale jak
słoneczko zaświeci i w południe około dwudziestu stopni to ruszam cztery litery
i w drogę. Rower(miejski – zaleta zamieszkiwania w metropolii) wypożyczam i na
siłownię. Potem 40-50 minut ćwiczeń i jeszcze ze dwadzieścia kilometrów rowerem
jakąś trasą do domu. Staram się tak robić od kwietnia i widzę, że robię postępy:
ruchomość stawów zwiększyła się a i kondycja lepsza niż w czasach kiedy jeszcze
osiem godzin dziennie spędzałem za biurkiem komputera w korpo. Aż się wierzyć
nie chce, że jeszcze trzy lata temu miałem opuchnięte stawy i poruszałem się o
kulach a założenie skarpetek było wyzwaniem.
Choruję bo moje leczenie niestety mocno osłabia mój układ immunologiczny
i wrześniowy kilkudniowy pobyt u wnuczek skończył się dla nas złapaniem
jakiegoś wirusa, który objawia się uporczywym kaszlem. Żona już właściwie zakończyła
a ja jestem w pełni kasłania. Dzieci załapały pewnie od rówieśników w szkole
wszelkie powakacyjne „france” i podają dalej. Przypomniała mi się przestroga
pani doktor, która wdrażała moje biologiczne leczenie, że to właśnie pana
własne wnuki będą dla pana dużym zagrożeniem.
Dlatego mimo kaszlu idę zaraz na rower bo szkoda dnia(21 stopni).
Zdrowia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz