Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Bez zdjęć i obrazów, tylko słowa.

sobota, 12 listopada 2016

Za czym kolejka ta stoi?



   Dziś sobota między dwoma świętami. Zupy dyniowej postanowiłem ugotować z ostatniej Hokkaido, jaka mi pozostała na balkonie z obawy przed jej zmarznięciem. Brakowało mi tylko słodkiego ziemniaka, imbiru i słodkiej śmietanki 30%(wybrałem wersję bogatszą). Inne, niezbędne do przeżycia do poniedziałku, artykuły spożywcze mieliśmy zakupione przezornie w czwartek. Poszedłem do naszego osiedlowego, "niskopowierzchniowego", sieciowego marketu, który ostał się w okolicy jako jedyne źródło zaopatrzenia w podstawowe artykuły żywnościowe po wyniszczeniu cenami konkurencji. Wszedłem a tu koszyków brak. Ludzi za to przeciwnie jak koszyków. Ogarnąłem szybko to, po co przyszedłem i ustawiłem się w nadzwyczajnie długiej kolejce. Ludzie stali bardzo spokojnie oszołomieni jej wielkością. Stałem i ja rozmyślając: kiedy i po co ja ostatnio byłem w takiej kolejce?
- W poprzednim ustroju, czyli bardzo dawno temu.
   Pamiętam, z tamtych kolejek z dawnych czasów, rozmowy zmęczonych ludzi, jakie się tam słyszało oraz o ich marzeniach - by było inaczej. Chcieliśmy by było inaczej i jest inaczej. Kiedyś brakowało towarów, dziś jest nadmiar. Podobno „rynek” i wolna konkurencja najlepiej reguluje sprawy popytu i podaży. Co innego jednak reguluje dostępność tych dóbr. Wciąż przybywa moim zdaniem osób, które muszą ograniczać swoje potrzeby(nie marzenia).
   No i to niekomfortowe stanie i czekanie do kasy by moc wydać własne coraz ciężej zarabiane pieniądze. Żenujące, upokarzające, przykre.
   A może przesadzam z tym narzekaniem. Dyniowej mi się zachciało to mam za swoje! Może po prostu tylko kasjerów było dziś w pracy mniej bo też chcą mieć wolne. Po prostu tak od zawsze było przed dniami wolnymi od pracy. Tyle że kiedyś inny sklep, gdzie kolejka mniejsza można było  bliżej domu znaleźć ….

PS: W Poznaniu byłem na koleżeńskim spotkaniu w dniach 10-11. Było super i cieszę się, że nadal mnie na takie coś stać. Rogale Marcińskie rzeczywiście tam smakują najlepiej. A może cukiernikom po prostu zależy na klientach....

2 komentarze:

  1. Pamiętam z tamtych kolejek zmęczenie i upokorzenie do łez - byłam w ciąży i ludzie byli wściekli na ciężarne usiłujące coś kupić bez kolejki, straszne czasy.

    OdpowiedzUsuń
  2. ...ha ha,haa..byly tez i momenty komiczne niczym z filmu Bareji...w 1983 roku urodzilam corke ,szykowalam chrzciny ,a tu wszystkiego bylo brak !! Sasiadka powiedziala ,zebym zglosila sie w osiedlowym sklepie ....ide ,a tam pelen sklep ludzi ...wiec przepycham sie do lady i mowie ,ze pani sklepowa mowila co by przyjsc ..na to tega ekspedietka wrzasnela na caly sklep do kolezanki " Irkaaa!!! przynies pani kawe ,bo ma male dziecko i krzciny ! 25 dkg kawy podala mi przy pelnym sklepie ludzi ...cisza byla taka ,ze szok ...a ja czulam sie winna ,ze oni nie dostali :( drugi przypadek ...moj maz pojechal do duzego miasta i cala noc stal w kolejce pod sklepem AGD...co jakis czas byla sprawdzana lista obecnosci ..naprawde !!! ;) potrzebowalismy zamrazarke ,rano po otwarciu sklepu okazalo sie ,ze rzucili tylko 4 odkurzacze ...no to wziol ten odkurzacz ,bo stal na poczatku ...potem odstapil go znajomej w biurze i....itd...ech....mlodzi dzisiaj tego nie zrouumia ...moja corka ogladajac stare komedie mowi :"i z czego wy sie smiejecie ? ,ze ktos zdobyl papier toaletowy " ? no ! takie to byly czasy ;)))

    OdpowiedzUsuń