Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Bez zdjęć i obrazów, tylko słowa.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Koniec lata?

   Mimo swej intensywności i gorąca chyba tegoroczne lato dobiega powoli końca. Widać to choćby po podoranych ziemiach, po sprzątniętych z pól zbożach. I te chłodne wieczory i ranki. "A mi jest szkoda lata" - chciałoby się zanucić. W ogródku też już coraz mniej zostało do zebrania. Można by się nawet pokusić o pierwsze podsumowania w uprawach.
   Udało mi się na dwa dni wyrwać na działkę!!! Tak, tak te wykrzykniki to nie pomyłka. W mojej sytuacji to prawdziwe święto i ewenement. Tylko żonie zawdzięczam tę możliwość bo ma urlop i dostałem dyspensę od codziennych domowych obowiązków. Ale do rzeczy. Wykopałem ostatnią torbę ziemniaków z areału wielkości dwóch nagrobków. Było tego w sumie dobra taczka. Może to niewiele ale przez większą część lipca i cały sierpień nie kupiliśmy jako rodzina ziemniaków. Nie o materialne sukcesy tego zdarzenia jednak mi idzie lecz o radość z udanego, odmiennego sposobu uprawy. Zachęcony tegorocznym powodzeniem wykonałem siedemnastometrowej długości zagon na metr dwadzieścia szeroki. Składał się on z wykoszonych z łąki suchych i zielonych resztek traw przykrytych zgniłym tegorocznym sianem, które uzyskałem po nieudanych sianokosach. Wiosną dodam jeszcze rozłożony króliczy i kurzy obornik i jeszcze jedną warstwę  "hay'u". Wiem, po tegorocznych doświadczeniach, że należy sadzić ziemniaki gęściej, bo to bardzo żyzne i wydajne podłoże. Pewnie uda mi się zrobić trzy albo cztery rządki. Tyle o pyrach. Zebrałem posadzoną z rozsady tytułem próby, cebulę. Wyrosła również bardzo ładna i smaczna, nie jest paląca. Za rok posadzę jej więcej bo dotychczas nie udawała nam się ona w klasycznej uprawie. Buraki czerwone mogłyby śmiało konkurować z ziemniakami o palmę pierwszeństwa w moich prywatnych dożynkach. Są również bardzo dorodne, słodkie i bardzo czerwone. Za rok będą też w uprawie. Ogórki skończyły się jak na komendę i w folii i w gruncie. Zżółkły w tydzień ale i tak zrobiliśmy kilkanaście baniaków po wodzie mineralnej kiszonych na zimę. Właściwie pozostały do zbioru na grządkach jeszcze tylko buraki, cukinie i dynie dwóch odmian. Bo trzecia, piżmowa mimo wysiewu dziesięciu nasion (wzeszło tylko jedno) nie wydała ani jednego owocu. Trochę pech bo pielęgnowałem ją wyjątkowo starannie. W folii jeszcze obficie owocują koktajlowe pomidorki(koktajlowe bo one są odporne na zarazę) i papryka, która wciąż jeszcze kwitnie i zawiązuje owoce.
   Zwierzyniec. Naprawiłem dwie klatki dla królików i przesadziłem młodzież do większych "komnat". We wrześniu trzeba będzie te z majowych wykotów powoli ubijać. Trochę mi szkoda jednego samczyka, bo ma wyjątkową barwę okrywy włosowej(czytaj: sierść). Może uratuję go przed pragmatycznym podejściem szwagierki do chowu królików. Kurki młode już niosą się prawie w komplecie więc zawsze wracam do  miasta z paroma wytłoczkami jaj na sprzedaż. My zadowalamy się tymi mniejszymi, które nie zachwycają na razie kontrahentów.
   Narobiliśmy się trochę z teściową i szwagierką przy przetworach. Szesnaście kilo ogórków i pięć papryki oraz cebula na zimowe sałatki. I jakby tego było mało kupiłem na targu pięć główek kapusty do zakwaszenia na teraz. Poszatkowane, z trudem zmieściły się do dwudziestopięciolitrowej kamiennej baryłki. Narobiłem się nieźle ale za to do kolacji wypiliśmy sobie ćwiarteczkę pigwówki - dla ducha. Wróciłem zresetowany i odbudowany psychicznie do domu. Już za paręnaście dni i ja rozpocznę swój późnoletni, dwutygodniowy urlop zakończony wyjazdem ma Mazury ze swoją "wędkarską" kompaniją. Może nazbieram grzybów albo odwiedzę kogoś w tej pięknej krainie....

1 komentarz:

  1. Ja dopiero w tym roku odkryłam że jest coś takiego jak uprawa permakulturowa. Przystępuję do tworzenia pierwszych grządek, będę tutaj zaglądać po wiedzę tajemną :).

    OdpowiedzUsuń