Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Bez zdjęć i obrazów, tylko słowa.

wtorek, 23 czerwca 2015

Miałeś kontakt z NFZ i przeżyłeś? SZCZĘŚCIARZU!!!!!!



Może będzie trochę długo ale stopień emocji nadzwyczajny


   To, że służba zdrowia od dawna jest chora wiedzą już zapewne dzieci w podstawówkach. Jej naprawa bywa argumentem w wyborczych obietnicach. O tym jak bardzo sytuacja jest do dupy przekonuje się od prawie miesiąca cała moja rodzina a właśnie żona doświadcza na sobie medycznych błędów o zaniechań lekarzy. Dla uspokojenia czytelników powiem tylko, że opanowaliśmy już sytuację i zagrożenie poważnego uszczerbku dla zdrowia lub utraty życia minęło.  
   No to może po kolei. Niedobre sygnały wysyłane od pewnego czasu przez organizm mojej ślubnej skłoniły nas do wizyty u gastrologa(PRYWATNIE!! Bo zapisy do specjalisty to czekanie kilka miesięcy ). Trzeba było zrobić kolonoskopię(badanie dolnego odcinka przewodu pokarmowego). Wiąże się to badanie z koniecznością oczyszczenia całego przewodu pokarmowego. Środki używane do tego celu są nad wyraz skuteczne. Po badaniu okazało się, że powstały zmiany w jelicie, które należy metodą laparoskopową usunąć. Ale w warunkach ambulatoryjnych zrobić się tego nie dało, więc doktor zaproponował, że wykona to w warunkach szpitalnych w czasie parogodzinnego pobytu. Za niecałe trzy tygodnie. Przygotowanie do zabiegu polegało na tym samym, co opisałem powyżej. Zabieg odbył się w czasie wyznaczonym(ubiegły czwartek rano) i zakończył sukcesem. Po powrocie do domu, już po kilku godzinach zaczęło się!!! Ból głowy, nudności, brak apetytu(to akurat wydawało mi się najbardziej zrozumiałe) i skaczące w górę ciśnienie, którego wartości przekraczały bardzo dopuszczalne normy, nie dawały spokoju. Cóż robić? W samochód i z powrotem do szpitala na SOR. A tam ze dwudziestu oczekujących! I zdziwienie personelu medycznego żeśmy tu przybyli a nie do bliższego nam geograficznie szpitala. Tu był przecież robiony zabieg, więc to chyba logiczne - ale tylko dla nas. Po czterech godzinach bezsensownego oczekiwania wróciliśmy do domu by za parę godzin sytuacja powtórzyła się z jeszcze większym nasileniem. Tym razem wybraliśmy już szpital bliższy nam geograficznie i o drugiej po północy znów wróciliśmy do domu, właściwie bez żadnej sensownej diagnozy a tylko z receptą na lek obniżający ciśnienie, który przestawał działać już po dwóch godzinach. Piątek to dwie kolejne próby zdiagnozowania choroby i ja w pracy senny jak lunatyk. W międzyczasie dwie próby wezwania pogotowia zakończone odmową przyjazdu. Sobota rano - przyjeżdża wreszcie pogotowie, po instruktażu udzielonym nam przez znajomą pielęgniarkę jak z nimi gadać. Ratownicy medyczni(młodzi i pewnie jeszcze nie zdemoralizowani) stwierdzają, na podstawie pokazanych wcześniejszych dokumentów i wyników badań krwi, niedobory elektrolitów. Znów przejazd, tym razem karetką, do bliższego nam geograficznie szpitala. Upokarzające godziny oczekiwania i chamskie uwagi lekarki, że „pani przecież dziś w nocy już tu była i po co pogotowie, może lepiej psychiatra itp.”. Zażądaliśmy badań krwi i podania kroplówki. Puściły mi nerwy, kląłem siarczyście pod sosem(budząc szacunek obecnych w pobliżu "dresów”) i zacząłem już pomału w poczekalni oglądać rozmieszczenie kamer by jak najmniej zarejestrowały jak zacznę robić rozpierduchę. Analizowałem czy rozwalę coś gaśnicą czy rąbnę czymś cięższym. Na szczęście resztka cywilizowanego człowieka zatriumfowała we mnie po tym jak pewna starsza pani opieprzyła w sposób bardzo elegancki acz stanowczy pełniącą wówczas dyżur panią doktor, która to wcześniej wyróżniła się swoim wyjątkowym chamstwem. Po otrzymaniu wymuszonej kroplówki oraz kolejnej porcji wydruków i dokumentacji udaliśmy się do domu. Żona poczuła się trochę lepiej. Ale tylko trochę i na krótko.
                   Będzie teraz nowy akapit – dla odróżnienia, że to inna bajka.
   Jednak w obawie przed powtórzeniem się sytuacji z dwóch poprzednich nocy i ciągle jeszcze bardzo niedobrym samopoczuciem żony postanowiliśmy udać się do renomowanego szpitala prywatnej służby zdrowia(cennik wybranych usług podam na koniec – osoby o niskich dochodach bądź o antykapitalistycznych poglądach prosiłbym o nie czytanie). Uprzejmie przyjęci, po wcześniejszym opłaceniu kontaktu z lekarzem pełniącym wówczas dyżur, po dwudziestu minutach byliśmy w gabinecie. Trochę przeraziła mnie ilość medycznej dokumentacji, jaką w ostatnim miesiącu i dniach zgromadziła żona i którą przedłożyła doktorowi. W obawie o zagubienie się w niej przez lekarza, przedstawiłem krótko najbardziej dokuczliwe dolegliwości żony i moje oczekiwania wobec diagnozy i skutecznej pomocy. Długo doktor przeglądał papierzyska aż w końcu po przepisaniu, co ważniejszych informacji do komputera(jak to miło stwierdzić, że ktoś pisze jeszcze wolniej niż ja) stwierdził to, co wcześniej ratownicy medyczni z pogotowia: POWAŻNE NIEDOBORY ELEKTROLITÓW NIEKTÓRYCH PIERWIASTKÓW SPOWODOWANE PODWÓJNYM PRZYGOTOWANIEM(czytaj: totalnym przeczyszczeniem) DO KOLONOSKOPI W KRÓTKIM ODSTĘPIE CZASU. To diagnoza.
Teraz proponowana terapia. Trzeba uzupełnić elektrolity. Propozycja trzydniowego, w tym celu pobytu w szpitalu, była dla nas nie do przyjęcia ze względu na zaporową cenę. Poprosiłem o to samo w warunkach laboratoryjnych - mieszkamy niedaleko i możemy przyjeżdżać nawet kilka razy dziennie. Okazało się, że można osiągnąć podobny efekt za cenę dwadzieścia!(to nie błąd!) razy niższą. Dwie kroplówki podane bardzo wolno, badania krwi w międzyczasie i o trzeciej rano wróciliśmy do domu. Samopoczucie żony bardzo dobre, spokojny wreszcie sen bez wcześniejszych dolegliwości. Cud? 
Już przeszła mi złość, więc nie będę kląć, ale jeśli wreszcie ktoś wysadzi w powietrze jakiś szpital – zrozumiem.


Wybrane usługi z cennika:
170zł - wizyta u specjalisty w poradni
250zł - wizyta u lekarza dyżurnego na izbie przyjęć szpitala
150zł - kroplówka z elektrolitami
40zł - badanie krwi lub inne analityczne
9900zł!! - trzydniowy pobyt w szpitalu w celu wykonania wszystkich usług powyżej(to nie fatamorgana ani mój błąd!) Pewnie doktor ma prowizję

Wnioski: od zawsze te same, jak w Big Brotherze - jeden świat i dwa domki. Jeden dla ubogich i drugi luksusowy dla bogaczy. NFZ kontra lecznictwo prywatne. Coś tu nie gra od wielu już lat. Płacenie obowiązkowych składek zdrowotnych odczuwam jak pospolity rabunek popełniany w majestacie prawa(!?) na obywatelach naszego kraju.
No i ci lekarze – jakże inni w zależności od miejsca zatrudnienia.
Czy naprawdę są aż tak biedni i sfrustrowani, że muszą być aż tak bezduszni?


1 komentarz:

  1. Ci lekarze ze szpitala publicznego to klasyczne Polaczki. Niestety, niespełna pół wieku PRLu zniszczyło ten naród.

    OdpowiedzUsuń