Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Bez zdjęć i obrazów, tylko słowa.

niedziela, 14 czerwca 2015

Pięć godzin...

... w tym tygodniu urwałem dla mojego wiejskiego życia. Upalna sobota po wieczornej piątkowej burzy dawała się we znaki. Wjazd na działkę był trochę znośniejszy dla oka po ubiegłotygodniowych agrotechnicznych zabiegach. Sąsiad skosił łąkę gdy miał chęć się napić a nie wtedy gdy pogoda dobrze rokowała na sianokosy. Ale tak to już jest jak samemu nie można pewnych czynności dopilnować i ogarnąć. Dziś w nocy była burzowa poprawka, więc z siana pewnie i w tym roku będzie ściółka. Woda z nieba dobrze zrobiła wszelkiej roślinności przedłużając nadzieję na dobre zbiory. Ogórki i dyniowate w powodu wcześniejszych braków opadów są w kiepskim stanie. Ziemniaki na tegorocznym zagonie już wzeszły w komplecie i po deszczu dostały rozwojowego kopniaka. Wyrwałem pierwszą główkę czosnku. Młodziutki jeszcze i delikatny w smaku ale swoją ostrość ma. Już zaplanowałem dla niego na tegoroczną jesień trzy większe zagony. Wdzięczne to warzywo i świetnie się sprawdza w tej metodzie uprawy. Fasola Jaś pracowicie okręca się wokół sznurów i widać już zalążki kwiatów. Posiałem też kilka nasion wzdłuż płotu nieświadomego niczego sąsiada, w zupełnie nieuprawionej ziemi - powschodziły także i tylko patrzeć jak uczepią się siatki ogrodzenia.
   Przesadziłem pory, które wysiałem do skrzyneczki wiosną. Wyszło tego kilkadziesiąt sztuk takich pojedynczych na razie szczypiorków. Chyba szczęście mi sprzyja bo po dzisiejszej nocnej burzy powinien się ładnie przyjąć. Wcześniej odchwaściłem i przygotowałem dla niego niewielki zagonek a pozostałe wsadziłem w miejsca po rzodkiewce pomiędzy rzędy marchwi i buraków. Mam nadzieję, że takie towarzystwo im nie zaszkodzi. 
   Sarenki znów poobgryzały mi młode modrzewie i świerki posadzone już ze trzy lata temu, które z powodu corocznej ich ingerencji nie mogą się właściwie rozrastać. Działka sąsiada, nie uprawiana już od wielu lat, zamienia się powoli w lasek, więc odwiedziny dzikich zwierząt będą się pewnie zdarzać coraz częsciej. Ogrodzenie od tej strony staje się koniecznością.
   Z powodu niemożności właściwego wykonania sianokosów i braku odpowiedniej ilości paszy postanowiłem, że króliki hoduje już tylko do jesieni. Samiec i dwie kotne teraz samice  po odchowaniu młodych i wszystkie tegoroczne odchowane młode "zasilą" zamrażarkę i przeznaczone zostaną na własne potrzeby. Smutne to dla mnie po dziesięciu ponad latach chowu ale nieuchronne. Żal i tyle. Stada kur też nie zamierzam już odbudowywać bo nie widzę zacięcia do dalszej hodowli u teściowej i szwagierki. Nic na siłę. Pewnie większość kurzych nieboraczek zakończy żywot jako rosół a ja z czasem będę jadał jajka z marketu. Taki oto będzie pewnie finał "familijnego" drobiowego biznesu. 
   Czyżbym miał powoli przestawiać się na wegetarianizm? Ewolucja człowieka trwa od tysięcy lat zatem czemu nie miałoby się coś przestawić w życiu jednego człowieczka za jego żywota?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz