Witam!

To jest o moich osobistych rozważaniach, obserwacjach, doświadczeniach, myślach o sprawach bieżących i bardziej uniwersalnych, ponadczasowych. Bez zdjęć i obrazów, tylko słowa.

środa, 1 stycznia 2014

Fajerwerki i ... bieda

   Jaki był rok ubiegły wszyscy już raczej wiemy. Po powitaniu nowego roku każdy zadaje sobie pytanie jaki będzie ten, parę godzin temu, rozpoczęty. Rozpisywaniem się o prognozach specjalistów czy tym bardziej horoskopach nie mam najmniejszego zamiaru, bo to dość beznadziejna kontynuacja wróżb czy pobożnych życzeń. Mam jednak wrażenie, że po raz kolejny wyraźniejsze stały się różnice między ludźmi. Widoczne to było szczególnie podczas obserwacji sposobu świętowania. Pogłębiają się ekonomiczne podziały pomiędzy "książętami" tego świata a zwykłymi zjadaczami chleba. Przełom lat jest dobrym momentem do obserwacji ludzkich twarzy i reakcji. Na jednych widać beztroską radość i pewność jutra i dalszych miesięcy czy lat, a na innych zafrasowanie, zmęczenie i obawę o to co spotka ich w przyszłości, choćby jutro. I chociaż 1 stycznia to tylko umowna data w kalendarzu zmuszająca księgowych do sporządzania rocznych bilansów to pewnie każdy w swym sumieniu również podsumowuje miniony rok.
   Nie ukrywam, że bez żalu pożegnałem ten miniony. Dał mi on życiowo w kość. Poznałem wiele terminów, nazw czy instytucji, które były w dotychczasowym mym życiu abstrakcją. Nazwy leków, chorób, lekarskie czy NFZ-etowskie procedury dały mi się nieźle we znaki. I chociaż jak każdy podświadomie oczekuję poprawy w nadchodzącym roku, nie mam jednak większych złudzeń, że większość moich spraw pozostanie bez zmian. Będę zadowolony jeśli się nie pogorszy. Będzie on, w pewnym sensie, beznadziejną kontynuacją walki o utrzymanie na dotychczasowym stabilnym poziomie stanu zdrowia mojej matki i codzienną opieką nad nią. Oczekuję, że moje fizyczne i psychiczne siły pozostaną na dotychczasowym poziomie, co pozwoli mi walczyć dalej. Wiem, że mimo moich starań by tą sytuacją nie obciążać najbliższych to właśnie im w głównej mierze zawdzięczam to, że jeszcze trwam i udaje mi się.
   W tę sylwestrową noc pani prezydent Warszawy urządziła mieszkańcom miasta pokaz sztucznych ogni nad stadionem narodowym. Wyleciało w powietrze dwie i pół tony fajerwerków - najwięcej w historii tego miasta. Zastanawiałem się ilu obserwatorów podczas pokazu miało beztrosko radosne miny a ilu strapione? I znów zamiast chleba władza zafundowała igrzyska, za które i tak prędzej czy później zapłacimy sami.
   Noworoczny koncert z Wiednia pokazał jak możni tego świata uroczyście i pięknie(?), pełni blichtru obchodzą pierwszy dzień 2014 roku. Wiekowe damy dzięki osiągnięciom współczesnej chirurgi plastycznej wyglądające na co najwyżej "trzydziestki", pilnują się by nieopatrznym nadmiernym uśmiechem nie doprowadzić do katastrofy swych upiększonych, dużym nakładem sił środków, buziaków. Lubię słuchać klasycznej muzyki podczas jazdy samochodem ale takie koncerty są dla mnie encyklopedycznym wręcz przykładem snobizmu.
   NAJLEPSZEGO, JAKI TYLKO BYĆ MOŻE, NOWEGO ROKU ŻYCZĘ ZWYKŁYM ZJADACZOM CHLEBA, .... bo "książęta" poradzą sobie bez życzeń......

2 komentarze:

  1. Pani HGW wydała równiez podobno 4 miliony na dekoracje świąteczne na Nowym Świecie, które dane mi było widzieć na własne oczy.

    Samych pozytywów życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. ... i oby nam się dobrze żyło. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń